
Będąc w parku na spacerze z Sarą, zobaczyłyśmy małego pieska,
bardzo jakoś niezgrabnego; duża głowa, małe łapki, króciutki ogonek,
który na widok Sary kręcił się jak zwariowany..
- Jaki przyjazny piesek – powiedziałam do starszej pani siedzącej na ławce.
- O tak, to bardzo serdeczny piesek- odpowiedziała pani. Piesek podbiegł do mnie i zaczął się łasić.
- A jak ty pieseczku się nazywasz? – zapytałam
- Zorbi – usłyszałam.
Nasze pieski bawiły się świetnie. Usiadłam więc obok pani na
ławeczce, a starsza pani ( może 70 -75 lat) opowiedziała mi przedziwna
historię o Zorbim. Jest tak niesamowita, że postanowiłam podzielić się
nią z wami.